Przejdź do treści
Strona główna » Kolęda to nie koperta. Dlaczego uproszczenia niszczą sens wizyty duszpasterskiej

Kolęda to nie koperta. Dlaczego uproszczenia niszczą sens wizyty duszpasterskiej

Święta Bożego Narodzenia jeszcze się nie skończyły, a w przestrzeni internetowej już pojawiają się kolejne artykuły dotyczące wizyty duszpasterskiej, czyli kolędy. Teksty te bardzo często nie próbują zrozumieć sensu tej praktyki ani go wyjaśnić, lecz skupiają się na tym, co nośne, kontrowersyjne i klikalne. W centrum pojawiają się pytania o pieniądze, o to, ile „wypada” dać księdzu, czy kolęda w ogóle powinna się jeszcze odbywać, czy nie jest reliktem przeszłości albo formą nacisku.

Nie da się zaprzeczyć, że w Kościele – jak w każdej wspólnocie tworzonej przez ludzi – zdarzają się sytuacje niewłaściwe, nietaktowne, a czasem wręcz bolesne. One wymagają jasnego nazwania i odpowiedzialności. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy jednostkowe, skrajne przypadki stają się jedynym kluczem interpretacyjnym całej rzeczywistości kolędy. W ten sposób tworzy się obraz uproszczony i krzywdzący, w którym znika sens spotkania, a pozostaje jedynie emocja i osąd.

Ten tekst nie powstaje po to, by negować trudne doświadczenia ani je relatywizować. Powstaje po to, by sprzeciwić się mechanizmowi generalizacji, który odbiera kolędzie jej znaczenie, zanim jeszcze spróbuje się ją zrozumieć. Powstaje z przekonania, że temat kolędy jest znacznie głębszy niż to, co najczęściej pojawia się w internetowych komentarzach i nagłówkach.

Kolęda jako spotkanie, a nie akcja duszpasterska

Wizyta duszpasterska powinna być przede wszystkim miejscem spotkania i rozmowy kapłana z jego parafianami – z ludźmi, których jako kapłan, jako proboszcz, jako wikariusz powinien znać. Powinien znać ich opinie, pytania, wątpliwości, problemy rodzinne, realia codzienności, a także kontekst środowiska, w którym żyje parafia.

Kapłan nie jest powołany do tego, by znać wyłącznie statystyki, grafiki i harmonogramy. Jego zadaniem jest bycie przewodnikiem duchowym, a nie jedynie organizatorem wydarzeń czy administratorem struktur. Bez realnej znajomości ludzi duszpasterstwo bardzo szybko staje się abstrakcyjne – kapłan zaczyna mówić „do wszystkich”, a w gruncie rzeczy do nikogo konkretnego.

I właśnie tutaj kolęda okazuje się czymś więcej niż jedną z wielu form duszpasterstwa. Dla bardzo dużej grupy parafian jest ona jedyną realną przestrzenią spotkania z kapłanem. Nie należą do wspólnot, nie angażują się w życie parafialne, czasem pojawiają się w kościele jedynie sporadycznie. Jeśli nie kolęda, to często nie ma już żadnego innego momentu, w którym mogliby zostać zauważeni, wysłuchani, potraktowani imiennie, a nie anonimowo.

Kolęda w tym sensie staje się ostatnim mostem, zanim parafia całkowicie rozpadnie się na anonimowy zbiór adresów.

Kolęda a stereotypy – między milczeniem a otwartością

Kolęda bardzo szybko pokazuje, jak silnie ludzie żyją stereotypami dotyczącymi księdza i Kościoła. Dla wielu jedynym doświadczeniem kapłana jest widok przy ołtarzu – z dystansu, w określonej roli, bez możliwości rozmowy. Nic dziwnego, że pojawia się napięcie, niepewność, a czasem całkowite zamknięcie.

Zdarza się, że wchodząc do domu podczas kolędy, kapłan spotyka się z absolutnym milczeniem. Pomimo otwartości, życzliwości i prostych, neutralnych pytań o święta czy codzienne sprawy, rozmowa nie nawiązuje się. Ta cisza rzadko jest wrogością. Częściej jest wyrazem lęku, braku zaufania, lat narosłych wyobrażeń, że „z księdzem się nie rozmawia”. To doświadczenie trudne i uczące pokory, pokazujące, że nawet najlepsza intencja nie zawsze wystarcza.

Ale są też sytuacje zupełnie inne. Młode małżeństwo, które na początku spotkania jest wyraźnie zagubione, niepewne, jak się zachować. Gdy jednak pojawia się sygnał otwartości i zrozumienia, gdy okazuje się, że można pytać nie tylko o sprawy religijne, ale także o życie, o pytania rodzące się pod wpływem mediów i opinii krążących wokół Kościoła, rozmowa zmienia swój bieg. Znika dystans, pojawia się dialog.

I właśnie tutaj ujawnia się jeszcze jeden ważny wymiar kolędy: jest ona jedną z niewielu przestrzeni, w których można zapytać Kościół „od środka”. Nie przez medialny komentarz, nie przez nagłówek, ale przez rozmowę z konkretnym kapłanem, który żyje w tej wspólnocie i ponosi za nią odpowiedzialność. To nie jest apologetyka ani tłumaczenie się – to prawo do zadania pytania i usłyszenia odpowiedzi od człowieka, a nie od instytucji w abstrakcji.

Pieniądze – temat trudny, bo nieprzepracowany

Nie sposób mówić o kolędzie, nie dotykając kwestii pieniędzy. To temat najczęściej podnoszony w przestrzeni medialnej, bo budzi emocje. Rzadko jednak towarzyszy mu spokojna próba wyjaśnienia.

Pieniądze w Kościele stały się tematem tabu. Brak rozmowy rodzi domysły i stereotyp, według którego ksiądz przychodzi po kolędzie wyłącznie po pieniądze. Tymczasem bardzo rzadko mówi się o lęku po stronie samych kapłanów. Wielu z nich boi się poruszać temat finansów, obawiając się, że zostanie natychmiast źle zinterpretowany, oskarżony o materializm czy narzekanie. To milczenie nie rozwiązuje problemu – ono go pogłębia.

Kościół nie jest własnością księdza. Budynek kościoła należy do Kościoła powszechnego i jest powierzony konkretnej wspólnocie. Proboszcz jako zarządca dóbr kościelnych operuje środkami przeznaczonymi na utrzymanie świątyni, remonty, ogrzewanie, opłaty, funkcjonowanie plebanii i dzieła duszpasterskie. Zwłaszcza kościoły zabytkowe generują ogromne koszty, niezależnie od swojej wielkości.

Kolęda jest naturalną okazją do rozmowy o tych sprawach – nie po to, by rozliczać, ale by okazać zainteresowanie i troskę. Szczególnie wymowna jest sytuacja, w której przy trudnej sytuacji rodzinnej kapłan nie przyjmuje ofiary, a słyszy słowa: „dziękuję proszę księdza za zrozumienie”. Wtedy widać jasno, że pieniądze nie są celem spotkania, lecz elementem szerszej relacji opartej na zaufaniu.

Kartoteka parafialna – porządek, a nie kontrola

Dla wielu osób moment pojawienia się kartoteki parafialnej rodzi napięcie i poczucie kontroli. Tymczasem jej sens jest zupełnie inny. Kartoteka służy porządkowi: aktualizacji danych, zmianom miejsca zamieszkania, sytuacji rodzinnej. Ma znaczenie w kontekście prawa kanonicznego i spraw kancelaryjnych.

W tym miejscu warto nazwać jeszcze jeden problem: istnienie parafii „na papierze”. Wielu ludzi formalnie należy do parafii, ale realnie w niej nie żyje. Kolęda często jako pierwsza obnaża tę fikcję wspólnoty – pokazuje skalę dystansu, przypadkowości przynależności, braku relacji. Nie po to, by kogokolwiek oskarżać, ale by zobaczyć prawdę, z którą trzeba się zmierzyć duszpastersko.

Kartoteka nie jest narzędziem osądu. Jest pomocą w zachowaniu uczciwości i spójności. W dużych parafiach ksiądz nie jest w stanie wszystkiego zapamiętać – nie jest komputerem, lecz człowiekiem.

Kolęda jako wyjście ze strefy komfortu i formacja kapłana

Kolęda bywa trudna i niezręczna – dla obu stron. Jest wyjściem ze strefy komfortu. Dla parafian oznacza zaproszenie do relacji. Dla kapłana – opuszczenie bezpiecznej przestrzeni kościoła i plebanii.

W tym sensie kolęda formuje także kapłana. Konfrontuje go z realnym życiem ludzi, z ich pytaniami, zmęczeniem, czasem obojętnością. Chroni przed odrealnieniem, przed zamknięciem się w świecie schematów i formalności. Bez kolędy bardzo łatwo stracić kontakt z rzeczywistością parafii i zacząć duszpasterstwo „z dystansu”.

Gdy kolęda stała się formalnością – odpowiedzialność po obu stronach

Nie wszyscy doświadczają kolędy jako spotkania. Są osoby, które zetknęły się z chłodem, pośpiechem czy nietaktem. Te doświadczenia są realne i bolesne. Bardzo często są one konsekwencją lat narastającej obcości i braku relacji. Tam, gdzie nie ma więzi i wzajemnej odpowiedzialności, zostaje już tylko forma.

Tym bardziej nie wolno dopuścić do tego, by w parafii, do której się należy, kolęda stała się wyłącznie formalnością. Czasem jeden dom, jedno spotkanie, jedna życzliwa rozmowa mogą zmienić sposób myślenia kapłana, który od dawna spotyka się z dystansem. Przykład wsparcia i zaufania potrafi na nowo obudzić w nim wiarę w ludzi.

Kolęda jest przestrzenią spotkania dwóch wolności. Tam, gdzie jedna strona zrobi krok ku relacji, druga często odpowiada tym samym. Bez tego pozostanie już tylko formalność. A Kościół bez relacji bardzo szybko traci swoje najgłębsze znaczenie.

ks. Hubert Równicki